Co jest ważniejsze niż wierność, czyli o tłumaczeniach liaison cz.2

tłumaczenia na żywo warsztatów terapii tłumacz psychoterapii warsztaty z zagranicznym trenerem tłumaczenie
poprzednim wpisie opowiedziałem o tym, jak rozpoczęła się moja przygoda z tłumaczeniem na żywo warsztatów psychoterapeutyczny. Teraz trochę o stronie technicznej tej pasjonującej, ale i wymagającej pracy.

Liaison (wym. /liˈeɪ.zɒn/ od franc. połączenie, związek) to rodzaj tłumaczenia, w którym wypowiedź przekładana jest „zdanie po zdaniu” przez tłumacza siedzącego zazwyczaj obok mówcy. Tłumacz nie robi notatek i dlatego przekłada zwykle od jednego do kilku zdań z wypowiedzi.

Tłumaczenie liasion jest najpopularniejszą formą tłumaczenia spotkań specjalistycznych, a więc także psychoterapii. Spowalnia ono proces komunikacji, bo mówca pozostawia tłumaczowi czas na przekład, ale pozwala za to na większą wierność niż np. w tłumaczeniu symultanicznym. Daje też obu stronom komunikacji możliwość nie tylko rozumienia treści, ale także wyraźnego słyszenia swoich głosów. Nie tylko słyszą więc, co jest mówione, ale i doświadczają, w jaki sposób zostało powiedziane.

 

Wierność tłumaczenia vs. niezakłócanie procesu terapeutycznego

Warto zaznaczyć, że wierność przekładu podczas tłumaczenia na żywo psychoterapii jest ważna, jednak moim zdaniem nie najważniejsza. Oczywiście jako tłumacz staram się zawsze przekładać jak najwierniej.

Jednak kiedy sytuacja emocjonalnie się zagęszcza lub kiedy w interakcji w grupie biorą udział więcej niż dwie osoby i wszyscy mówią naraz, staję przed decyzją, czy interweniować, czy nie. Mogę poprosić o porządek w wypowiedziach i uwzględnienie konieczności tłumaczenia. Moge też skupić się na możliwie adekwatnym oddaniu tego, co się dzieje, mając świadomość, że odbędzie się to kosztem wierności przekładu.

Na ogół wybieram tę drugą możliwość, ponieważ mniej zakłóca proces terapeutyczny i grupowy. Moim zdaniem to właśnie wspieranie tych procesów jest podstawowym celem pracy tłumacza psychoterapii – ważniejszym niż dobór właściwego słowa w tłumaczeniu, czy nawet przełożenie wypowiedzi wszystkich uczestników mówiących w danym momencie.

 

Niewiarygodna komunikacja pozawerbalna

Z moich doświadczeń i rozmów z zagranicznymi terapeutami, dla których pracowałem jako tłumacz, wynika, że w sytuacjach dużego skupienia i empatycznego dostrojenia rozumieją oni większość z tego, co mówią klienci, jeszcze zanim usłyszą tłumaczenie.

Jest to możliwe, ponieważ – szczególnie przy dużej emocjonalnej intensywności – komunikacja i tak odbywa się w zdecydowanej większości w sferze niesemantycznej. To, co najważniejsze, przekazywane jest poprzez ton wypowiedzi i tzw. mowę ciała, niezależnie od tego, jakiego języka używają uczestnicy komunikacji.

W tych momentach adekwatny przekład to taki, który dostarcza z treści wypowiedzi wystarczających danych, aby nie doszło do nieporozumień. Nie musi być nadzwyczajnie wierny, ma być po prostu wystarczający.

 

Jak dobrze, gdy tłumaczowi ucieknie słowo…

Od czasu do czasu w trakcie treningów czy warsztatów psychoterapeutycznych zdarza się, że podczas tłumaczenia brakuje mi słowa. Czasem dlatego, że go po prostu nie znam, a czasem z powodu zmęczenia fizycznego lub emocjonalnego nie przychodzi mi ono w danym momencie do głowy lub mam je „na końcu języka”.

W takich sytuacjach najwyraźniej widać, że tłumacz, choćby nawet bardzo się starał być „przeźroczysty”, taki nie jest – jak wszyscy w sali uczestniczy w procesie grupowym. Można powiedzieć, że utykając w tłumaczeniu, zakłóca ten proces, ściągając uwagę grupy na siebie. Sądzę jednak, że jeśli relacja tłumacza z grupą i z terapeutą jest dobra, sytuacje te mogą wnosić także pozytywną wartość.

Po pierwsze, błędy są naturalne – po prostu nie da się wiedzieć wszystkiego, nie da się być cały czas na 100% skupionym. Reakcje terapeuty i tłumacza na błędy mogą modelować konstruktywny sposób radzenia sobie z takimi nieuniknionymi sytuacjami.

Po drugie, zwykle okazuje się, że ktoś z uczestników jest w stanie pomóc, podsunąć termin lub na niego naprowadzić. Jeśli sytuacje te nie są zbyt częste, taka chwilowa pomoc ze strony uczestników wprowadza poczucie współpracy. Tego typu wsparcie zmniejsza też dystans między grupą a tłumaczem. Daje również uczestnikom poczucie, że mogą liczyć na pomoc od siebie nawzajem.

 

Planuję kolejny wpis o relacji tłumacza z grupą i z psychoterapeutą, a także o zaletach bycia terapeutą-tłumaczem. Natomiast poprzedni wpis na temat specyficznego zawodu tłumacza psychoterapii znajdziesz tutaj.

Leave a comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *