Miłość, język i bałwanek.

psychoterapia Kraków seks miłość recenzja książki Ericka Berne'a Seks i kochanie

 

Andrzej Cała z Pracowni Psychoterapii Gestalt w Krakowie  i Lotta z bloga ProCzyliZa rozmawiają o książce Erica Berne’a „Seks i kochanie”.

Lotta: Dziś seks i kochanie. Zaproponowałeś, byśmy porozmawiali o  cyklu wykładów Erica Berne’a, amerykańskiego psychiatry, twórcy analizy transakcyjnej, wygłoszonych w 1966 roku, zebranych w książce „Seks i kochanie”.  A właściwie skąd pomysł na omówienie takiego starocia?

Andrzej Cała: Korzystałem z tej książki przygotowując się do zajęć w Instytucie Gestalt, które prowadzę. Zachwyciłem się jej językiem. Pomyślałem, że tobie też się spodoba. A i tematyka jest zawsze aktualna.

L: To bardzo pozytywna książka, afirmująca seks jako źródło zabawy i rozkoszy, wręcz traktat o miłości. Czy sam kontakt z tego typu podejściem, z takimi radosnymi wykładami może komuś pomóc?

AC: Myślę, że może być pierwszym krokiem. To co mi się bardzo podoba u Berne’a, to że ma radosne, afirmujące podejście do seksu, pięknym językiem operuje, a jednocześnie nie wchodzi w żaden sposób ani w tabu, ani w rozpustę. A to co ludzie często wynoszą z domu, co bardzo przeszkadza, to właśnie podejście do seksu związane z tabu albo z rozpustą. I potem ciężko im w życiu z seksem. Więc afirmujące podejście może być nowym doświadczeniem. Jakże różnym od doświadczenia tabu, które polega na tym, że „w naszej rodzinie się o tym nie mówi, w ogóle”. Cisza pełna niedomówień i napięcia.  I różnym od „rozpusty”, czyli sposobu rozmawiania o seksie i wyrażania seksualności w rodzinie, który podkręca energię seksualną. Sytuacji, w której, z powodów najczęściej nieświadomych, dorosły wykorzystuje taką rozmowę do przeżywania własnego pobudzenia seksualnego. I dla dziecka to jest trudne, nadużyciowe, budujące negatywne skojarzenia z seksem. Dlatego kontakt z takim sposobem mówienia jaki przedstawia ta książka może być krokiem w nowym kierunku dla wielu ludzi. Następnym wyzwaniem na tej drodze jest oczywiście przeniesienie takiej rozmowy we własne życie.

L: A jak często twoi klienci mają problemy z seksem?

AC: Często… Jak to ująć, żeby ludzie nie pomyśleli, że od wizyty u psychoterapeuty pogorszy im się seks…? (śmiech) A mówiąc serio, bardzo wiele osób trafiających do gabinetu ma niesatysfakcjonujące życie seksualne. Po prostu nie da się oddzielić problemów z seksem od pozostałych trudności  osoby i od relacji, w których się ona znajduje. Gestalt w ogóle podchodzi holistycznie, ale to nie tylko gestaltowskie podejście. Osoba, która dobrze się czuje sama ze sobą i która jest w relacji opartej na autentycznej miłości, szczerości, zaufaniu, głębokiej więzi, będzie miała też najprawdopodobniej taki sam bliski, radosny i satysfakcjonujący seks.  A jeżeli coś jest „nie tak” w seksie, to ma to swoje odbicie w relacji. I odwrotnie. Czyli seks faktycznie jest takim papierkiem lakmusowym.

L: Berne wręcz mówi, że „seks stanowi matryce wszystkich najważniejszych typów transakcji psychicznych” (str. 41).

AC: Tak jest. Gestalt podobnie do tego podchodzi. Seks to jedna z kluczowych potrzeb i aktywności – sposób spełniania tej potrzeby bardzo wiele mówi o osobie.

L: Berne uważa, że z seksu rezygnują tylko ludzie niespełna rozumu…

AC: Podczas wykładów pada wręcz stwierdzenie, że „to co zamraża ich seks, zasusza im mózg”. (str. 39) Tak do końca nie wiadomo, co ma na myśli z tym zasuszaniem…

L: To jest powiedziane z przymrużeniem oka.

AC: Jasne. Jednocześnie Berne całkiem na serio odwołuje się do doświadczeń dzieci porzuconych po urodzeniu, którym w placówkach opiekuńczych brakowało bliskości wyrażonej np. czułym dotykiem ważnej dla nich osoby. Mimo, że miały zapewnione pożywienie i opiekę medyczną, chorowały, a nawet umierały. Potrzebujemy relacji, bliskości, pozytywnej stymulacji ze strony innych ludzi, „głasków”. Inaczej nasz układ nerwowy przestaje prawidłowo funkcjonować. I chyba to ma na myśli Berne mówiąc o „zasuszaniu”. A w dorosłym życiu tę potrzebę bliskości zaspakajamy w dużej mierze poprzez seks.

L: A w jakim zakresie w gabinecie psychoterapeuty można dostać pomoc w problemach z seksualnością? Czy nie należy iść od razu do seksuologa?

AC: Powiedziałbym, że są trzy obszary problemów. Pierwszy to kłopoty związane z fizjologią i anatomią, np. nietypowo zbudowane narządy płciowe, czy zaburzenia spowodowane chorobami, zażywaniem leków itp. To są sprawy dla seksuologa, w których on najlepiej może pomóc. Drugi obszar jest mieszany. Tu można zaliczyć np. zaburzenia orgazmu. Z jednej strony są to często wyuczone schematy bodziec-reakcja,  powiązane również z fizjologią. I seksuolog może zlecić konkretne techniki prowadzące do zmiany tych schematów. To może być pomocne, ale jednocześnie jest to obszar, w którym sami seksuologowie zauważają powiązania z psychiką, z typami osobowości. To się odbywa w parze, więc wchodzi cała relacyjna strona problemu. Tu pomocny może się okazać kontakt z terapeutą. Natomiast trzeci obszar, to kiedy wszystko jest w porządku od medycznej strony, ale  w łóżku się jakoś nie układa.  Tu pomocna jest terapii par i indywidualna.

L: I tu więcej zdziała terapeuta niż seksuolog?

AC: Tak, myślę, że tak.

L: Seksuologia jest dziedziną, która cały czas się rozwija. A te wykłady wygłoszono w latach ‘60. Są stare! Mam wrażenie, że zawarte w książce  wiadomości dotyczące fizjologii w dużej mierze się zestarzały. A czy słynna koncepcja Berne’a – analiza transakcyjna – dalej jest ważna dla psychoterapeutów?

AC: Gestaltyści faktycznie regularnie po nią sięgają. Takie pojęcia jak gry, skrypty czy stany ego nadal są aktualne i przydatne. Czasem rysuję klientom „bałwanka” (śmiech – chodzi o schemat trzech stanów ego: Rodzic, Dorosły, Dziecko), po to żeby dać im podstawową wiedzę i pomóc coś uświadomić. Niemal z każdym klientem używamy określeń typu „dziecko we mnie”, „moja mama, która gdzieś w środku na mnie krzyczy”. To jest coś, co Berne wniósł i co jest bardzo pomocne.

L: Autor twierdzi, że już jako dzieci zostajemy nieświadomie przez rodziców zaprogramowani do bycia wygranymi, przegranymi lub bycia „niezwycięzcami”. Stąd nasze wybory życiowe wcale nie są autonomicznymi decyzjami, a my nie jesteśmy wolni. Czy psychoterapia jest więc po prostu przerabianiem ludzkich scenariuszy?

AC: Scenariusz, czy skrypt to jest rodzicielska instrukcja na życie. To nie jest tak, że terapeuta wejdzie w rolę rodzica i da ci inny skrypt. Terapia pomaga napisać własny. Stać się reżyserem własnego filmu. Pisać scenariusz adekwatnie do potrzeb i okoliczności, na bieżąco.

L: Ale i tak wciąż będziemy grać! Berne twierdzi, że większość naszych relacji, działań to gry społeczne. Właśnie w sferze seksu te gry się bardzo mocno uwidaczniają. O, szanowni czytelnicy, poczytajcie sobie, co to jest gra w „gorący kartofel” albo „zrobimy na złość Józkowi”. Ale są też relacje czyste. Jedną z nich jest intymność. Zauroczyła mnie definicja intymności.

AC: A co ci się spodobało w tej definicji?

L.: No to dajmy próbkę stylu Berna. „W intymnym związku każde z partnerów wraca do pierwotnej naiwności swego Dziecka […]. Ta wolność naszego Dziecka stanowi istotny element intymności, zmieniając cały kosmos razem ze słońcem, księżycem i gwiazdami w złote jabłko, które obojgu wpadło w dłonie.”

AC: Jednocześnie prawdziwie i poetycko. Dlatego lubię czytać Berne’a.

L: Intymność jest tu rozumiana jako relacja, w której dwoje Dorosłych umawia się, że będą w stosunku do siebie jak Dzieci. I potem komunikują się na poziomie Dziecka, np. mają dzięki temu szczery, fajny seks. Nie boją się.

AC: Dzieci mogą długo patrzeć na daną osobę, po prostu patrzą, w otwarty sposób, bez skrępowania. Bardzo szybko dostajemy zakaz takiego przyglądania się. Intymność to jest ten moment, kiedy dwie osoby mogą się na siebie długo patrzeć. Nawzajem zachwycać się, poznawać, dziwić. To jest potężna sprawa, to jest bliskość. To jest ten rodzaj „głasku”, który daje mnóstwo satysfakcji. Najbardziej „nawilża rdzeń”.

L: I znowu ten kwiecisty styl Berna.

AC: Jest wspaniały! A rozważania o suchych i wilgotnych słowach? Dobre, prawda?

L: To zdecydowanie duża zaleta tych wykładów. Myślę, że osoby, które słuchały na żywo Berna mogły się zaśmiewać i mieć mnóstwo przyjemności. Cały wstęp to rozważania na temat języka. Świetne! Naprawdę dające do myślenie i może trochę odwagi dodające w używaniu słów.

AC: Myślę, że to jest ważna umiejętność dla każdego, możliwość używania bez skrępowaniu słów: penis, pochwa itd. To swobodne i neutralne mówienie o seksualności jest drogą do mówienia o niej w sposób radosny i intymny. Bo tak jak wszystko może stać się wulgarne, czy obsceniczne – Berne znakomicie tłumaczy, dlaczego – tak w kontakcie dobrej pary wszystkie słowa mogą stać się radosne i podniecające.

L: Albo po prostu miłe i ładne. Swojskie.

AC: Tak. I znowu: tabu, to wynoszone z domu, czy rozpusta, obscena, także wynoszona z podwórka, zupełnie nie uczą rozmawiać o seksie. W każdym razie z tą osobą, z która masz seks uprawiać. Bo to tak bardzo nie pasuje do szczerego, fajnego, autentycznego seksu.

L: Kojarzy mi się to z filmikiem o romantycznej parze, która opisuje swój związek wyłącznie od strony seksualnej. Bardzo otwarcie, wręcz dosadnie. Można rozumieć, że oni odczarowują seks, jakby mówili: „przecież wszyscy uprawiamy seks, więc czego tu się wstydzić?”.

AC: Bardzo podoba mi się ten filmik. Jest oczywiście satyryczny, po prostu zabawny, i osiąga to poprzez zaskakujące podmienienie języka romantycznej miłości na dosadny język seksu. A najlepsze jest to, że Berne pokazuje, że nie mamy czym być zaskoczeni, bo w dobrych relacjach język seksu i język miłości, to ten sam język. Tytuł jest trafny – seks i kochanie.

Leave a comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *