Czy można się zarazić depresją na lotnisku?

depresja leczenie kraków, depresja leki czy terapia, dobry terapeuta kraków

Rośnie liczba osób ze zdiagnozowanymi zaburzeniami i chorobami psychicznymi oraz zażywających leki psychotropowe. Dzieje się tak pomimo postępów psychiatrii, neurobiologii i psychologii. Może więc postęp ten idzie w nie do końca właściwym kierunku?

Czy wszystkie dolegliwości psychiczne wyjaśnić można, opisując procesy biochemiczne zachodzące w układzie nerwowym? Myślę, że w pewnym stopniu, tak. Pamiętać należy jednak, że takie wyjaśnienie jest niepełne i w gruncie rzeczy dotyczy każdego ludzkiego zachowania, stanu i emocji.

Widzieć osobę zamiast „przypadku”

Zarówno dolegliwości, jak i wszystkie inne normalne stany i uczucia można opisać jako zmiany równowagi chemicznej w mózgu. Jednak skupianie się głównie na kategoriach zaburzenia czy choroby przy diagnozie, a na procesach biochemicznych przy prowadzeniu terapii, w znaczący sposób ogranicza możliwości zrozumienia osoby cierpiącej i pomocy jej. Takie podejście jest niestety szeroko rozpowszechnione.

Efektem tego jest przekonanie, że cierpienie psychiczne jest odrębnym problemem, chorobą, która przytrafia się losowo, czymś oderwanym od doświadczeń życiowych, relacji z innymi ludźmi i szerszego kontekstu społecznego. Tak jakby było ono podobne do jakiejś choroby egzotycznej, którą zarazić się można przypadkiem na lotnisku.

A skoro problemy psychiczne traktujemy jak choroby, to chcemy znaleźć (a jeśli jesteśmy pacjentem, to dostać) na nie leki. W rezultacie podejście to prowadzi do coraz wyższego poziomu spożycia leków psychiatrycznych w społeczeństwach zachodnich.

Układ nerwowy po przejściach

Bez wątpienia dolegliwości psychiczne są związane z procesami chemicznymi na poziomie neuronalnym. Ludzki układ nerwowy jest jednak nie tylko bardzo złożoną strukturą biologiczną, w której toczą się niezwykle skomplikowane procesy. To także fantastyczny, uczący się system. Uczymy się przede wszystkim poprzez doświadczanie wydarzeń, których jesteśmy uczestnikami czy świadkami.

Rośnie liczba badań potwierdzających, że nawet najcięższe problemy psychiczne są nie tylko po prostu rezultatem wadliwych genów czy zaburzonych procesów chemicznych, lecz także efektem życiowych doświadczeń – naturalną i normalną odpowiedzią na traumatyczne wydarzenia, na szkodliwe relacje. Odpowiedzią, która w trudnych okolicznościach ma swoją wartość przystosowawczą, ale ma też swoje koszty.

Ludzkie doświadczenie nie mieści się w szufladce diagnostycznej

Uczymy się, doświadczając rozmaitych sytuacji. Kształtujemy w ten sposób nasze spojrzenie na świat i nasze oczekiwania. Te z kolei mają wpływ na to, co dalej robimy ze swoim życiem. Pomijanie roli ludzkiego doświadczenia oraz nadmierne skupianie się na biologii i na tym, czy przypadek (sic!) danej osoby należy do tej, czy do innej medycznej kategorii diagnostycznej, ogranicza nasze możliwości wyjaśnienia źródeł cierpienia psychicznego, zrozumienia i pomocy.

Leki mogą być bardzo ważnym elementem terapii osoby cierpiącej psychicznie. Mogą ratować życie w sytuacjach ekstremalnych, mogą czasowo poprawić czy wyrównać nastrój. Jednak (pomijając nawet kwestię ich efektów ubocznych) nie mają wpływu na to, czego osoba nauczyła się z doświadczenia. Nie mają też większego wpływu na dynamikę relacji, w których żyje, czyli na istotne elementy przyczyn jej cierpienia. Tutaj otwiera się natomiast pole dla psychoterapii.

Układ nerwowy w szkole psychoterapii

Psychoterapia jest procesem, w którym osoba cierpiąca ma szansę świadomie doświadczyć nowych wydarzeń i odnaleźć nowe odpowiedzi. Jest dla niej szansą nauczenia się (czyli stopniowego nauczenia układu nerwowego), że świat i relacje mogą być inne. Daje doświadczenia, które – nawet jeśli nie w pełni zastąpią te stare – to uzupełnią je o szersze możliwości wyboru. Gestalt, moim zdaniem, jako terapia skupiona na relacji i doświadczaniu, szczególnie dobrze wpisuje się w takie widzenie pomocy osobom cierpiącym psychicznie.

Zgadzam się ze zdaniem profesora Petera Kindermana, psychologa klinicznego zajmującego się zagadnieniem medykalizacji życia psychicznego, który uważa, że psychoterapeuci i psychiatrzy powinni odchodzić od medycznego, opartego na pojęciu choroby modelu pomocy przy trudnościach psychicznych. W centrum naszego zainteresowania powinna znaleźć się psychologia człowieka, która integrowałaby odkrycia neuronauki z badaniami na temat społecznych determinantów zdrowia psychicznego i wiedzą na temat procesów psychicznych. Pomagamy przecież ludziom, nie neuronom i przypadkom.

One thought on “Czy można się zarazić depresją na lotnisku?

  1. Myślę, że ludziom jest najprościej powiedzieć „mam depresje” czyli jestem chory więc dajcie mi spokój. Jestem chory, mam depresje więc jestem usprawiedliwiony, nie muszę nic robić, by zmienić ten stan, bo jestem chory. A wystarczy włożyć trochę wysiłku, by rozpocząć zmiany. Dzisiejsze społeczeństwo woli jednak mieć wszystko dostarczone „na tacy”.
    Po internecie krąży taki rysunek: kobieta pyta mężczyznę: Byłeś u terapeuty? Na co on odpowiada: Tak ale cała robota i tak spadła na mnie.
    Mam wrażenie, że „depresja” stała się modna – i mało kto zrozumie ile pracy należy włożyć w siebie, by wygrać z tym stanem i zacząć się uśmiechać.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *